//////

Aha, właśnie, są i takie. Oczywiście, każdy w tej dziedzinie ma jakąś ulubioną potrawę. Prawie tak jak przy kacu. Ale do rzeczy. Zaczęło się od tego, że dostałam grypy, a ponieważ nigdy nie choruję, więc tym razem dałam sobie, jak to się mówi, do wiwatu. Gorączka i tak dalej. W czasie tej wielkiej niemocy myślałam… o jedzeniu. Przecież istnieją — myślałam — takie potrawy, które szczególnie chętnie zjedlibyśmy w gorączce. Mnie chodził ciągle po gło­wie twaróg z pokrajanymi rzodkiewkami i ze szczypiorkiem. Ale jak mi go przynieśli, to okazało się nie to, co chciałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *