//////

Każda matka ma taki dzień, w którym dziecko chce zapro­sić kolegów i trzeba im coś dać jeść. Najlepiej coś na gorąco i niezbyt słodkiego. Oczywiście, nie wypada dać bigosu, choć pewnie chętnie by zjadły. Jeszcze jedno wyjaśnienie: przez słowo „dzieci” rozumiem osobników około lat dziesięciu. Później to już młodzież, która przynajmniej w jedzeniu jest znacznie mniej wymagająca i chętnie je słodycze. Mój dziewięcioletni syn zapytany: co chcesz dać kolegom, jak do ciebie przyjdą? — odpowiedział: kartoflaną sałatkę i sałatkę z kwaszonej kapusty. A na gorąco? Kartofle w mun­durkach i kotlety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *